
Zakupiłam test i zrobiłam…pierwszy
raz w życiu zobaczyłam na nim dwie kreski, jedną wyraźną tą do której się już przyzwyczaiłam
i drugą bladą różową. Przeraziłam się i chyba w szoku poszłam do apteki innej
kupiłam trzy, powtórzyłam pierwszy wyszedł negatywny. Była 18:40 myślę co dalej
patrzę na jeden test na drugi nie wiem co robić. Postanowiłam działać –
zapakowałam się do auta i pojechałam do diagnostyki. Zaparkowałam biegnę bo
jest do 19:00, zdążyłam zrobili na cito, wynik do 4 godzin. Wróciłam do domu,
nic nie mówię, mąż wrócił z pracy. Standardowy wieczór, nie dla mnie ja siedzę
na kompie i odświeżam stronę w oczekiwaniu na wynik. Koło 21 jest wynik bety 62mIU/ml.
Szaaaaaaaaaaaaaałłłł, krzyk, płacz, tańce – zwariowałam, oszalałam!!!!Razem zwariowaliśmy,
jak by można było otworzylibyśmy szampana!!! Pierwszy tak wyjątkowy wieczór po śmierci
mojego Taty.
Z rana napisałam do mojego lekarza smsa – ‘Doktorze
chyba jestem w ciąży, beta 62’, zaraz dostałam odpowiedź – ‘Fajnie, proszę
powtórzyć betę za dwa dni’. Za dwa dni bete miałam 208, czułam się jak w
niebie!!! Umówiłam się z doktorem za 1,5 tygodnia na wizytę. Tego nie da się
opisać po tylu latach mogłam się poczuć normalną pełnowartościową kobietą, ciężarną
z prawdziwego zdarzenia. Mimo naszej euforii chyba popadałam w lekką durnote bo
trochę się kłóciliśmy z mężem apropo remontu pokoju dla naszego dzieciaczka.
Dzień wizyty był cudowny, fantastyczny, wyjątkowy
zobaczyłam moją kropeczkę na ekranie. Pierwszy raz w życiu spotkaliśmy się na
żywo, widziałam serduszko biło tyk tyk tyk tyk.
Umówiliśmy się na za półtora tygodnia, zdziwiłam się
bo zazwyczaj się umawia lekarz na później jeśli się jest w ciąży. Przepisał mi
duphaston. Nie dostałam książeczki ciążowej, tylko jedno badanie do zrobienia.
Po niecałych dwóch tygodniach przyszłam na usg, na pełnym luzie, obserwowałam
ludzi w poczekalni, myślałam że wreszcie mi się udało, że nie muszę już niczego
bać. Czytałam gazetę, czułam się fantastycznie. Weszłam do doktora z bananem na
twarzy. Położyłam się do usg, trwało z 15 min, albo tak mi się zdawało. Nie
podoba mi się akcja serca – mówi lekarz- raz bije raz przestaje. Coś jeszcze do
mnie mówił już oprócz dzwona w uszach nic nie słyszałam. Zalecenie - zrobić w
najbliższym tygodniu trzy bety co drugi dzien. Była środa. Wyszłam wsiadłam w
auto, szczeka mi chodziła cała drżałam, zaczęłam płakać – nie płakać wyć. Nie
wiem w jaki sposób dotarłam do domu, dzwoniłam z drogi do męża próbując mu
powiedzieć co się dzieje. Zanim dotarłam do domu już stał pod klatką przepakowałam
się do auta i pojechaliśmy robić jeszcze dziś pierwszą betę, są w Krakowie diagnostyki
całodobowe. Czekanie trwało wieki wynik 10196. W piątek powtórzyłam bete wynik
dostaliśmy w sobotę - 9299. Oczywiście stale
w kontakcie z lekarzem – napisałam mu smsa ze chcę się spotkać. Odpisał ze możemy
się spotkać w niedziele, a spadająca beta oznacza że ciąża obumarła…itd. Najgorszy
dzień w moim życiu. Przepłakałam cały dzień. Mąż wrócił z pracy, chciałam być
sama, chyba on też, wsiadł na motor i pognał przed siebie. Nie wiele pamiętam z
tego dnia. W niedziele spotkaliśmy się z
lekarzem. Wiedziałam że jak otworze usta posypią się łzy, umówiliśmy się
z mężem że to on będzie gadał. Wszystko wypytał, ja siedziałam na krześle głową
spuszczoną w dół, piłam wodę, żeby nie płakać, telepałam się z nerwów. Potwierdzające
usg brzmiało jak wyrok – ciąża obumarła, trzeba indukować poronienie. Coś do
mnie lekarz jeszcze mówił robiąc usg, nić nie słyszałam, patrzyłam w ekran i
bałam się, to ostatni raz widziałam moje maleństwo, moje pragnienie, marzenie,
moją tęsknotę.
Bardzo Ci współczuje :( nie wiem co napisać , ale chciałabym abyś wiedziała że jestem z Tobą myślami.
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję
UsuńWiem co to za ból.Musisz byc silna i walczyć pòki starczy Ci sił. Nadzieja umiera ostatnia.Jestem z Tobą.
OdpowiedzUsuńwiem kochana, wiem, że wiesz! Tulę Was mocno!
UsuńJest mi naprawdę niesamowicie przykro :( Ja nigdy nie zobaczyłam na teście tych dwóch upragnionych kresek - i chyba lepiej nigdy ich nie ujrzeć, niż zrobić sobie tak wielką nadzieję, a potem przeżyć coś takiego...Ale nie poddawajcie się - wierzę, że jeszcze będziecie cieszyć się ze swojego rodzicielstwa i doświadczycie tego jedynego, najwspanialszego Cudu :*
OdpowiedzUsuńTo tylko początek całego końca, nie mogę się zebrać by napisać dalej. Może będziemy rodzicami ale coraz mniej ufam że to kiedyś nastąpi, nie mniej jednak wszystkim starającym się, czekającym wytrwałości i sukcesu życzę Wam, moje dziewczyny, z całego serca! Ściskam!
UsuńBardzo bardzo mi przykro:((((
OdpowiedzUsuń