Walczę z dolegliwościami, nie łatwo żołądkowcom, wrzodowcom w ciąży....nie mogę brać żadnych leków, a czuję się fatalne... zaznaczam z góry, że nie narzekam ... czasem bardzo złe a czasem tylko trochę złe...myślałam że dam rady w pracy ale nie dałam... byłam dwa dni i dosłownie mnie wygonili, dostałam dwa polecenia służbowe, z racji że złe/blado itd wyglądam, ewakuować się do domu i jestem znowu wprawie tydzień na zwolnieniu... w domu też nic nie robię ... spacer to dla mnie wysiłek, ale staram się choć raz dziennie wyjść pokręcić się w koło osiedla... schudłam, a staram się jeść regularnie, nie mam apetytu wcale, nie chce mi się też pić... herbaty nawet opakowania oglądać nie mogę... kefir pije na siłę a muszę trzymać dietę ... jem trochę owoców... nie mam wciąż karty ciążowej... jak bym miała usg to bym każdego dnia sprawdzała czy wszystko ok.... nie mam gdzie wbijać już igły na brzuchu, każdego dnia coraz bardziej bolesne zastrzyki, siniaki mam jak bokser po walce ... ale to w porównaniu z żołądkowymi sprawami 'małe miki'... dodatkowo, podobno, żołądkowcy tak mają że zbiera mi się dużo śliny, nie wiem z czym to jest związane ale tak mam...wciąż trzymamy w tajemnicy informacje o ciąży, mówimy nielicznym ... dostaliśmy też pierwszy raz pytanie czy ciąża z in vitro.
Podsumowując całość mojego ślinotoku postowego
tu gdzie jestem - jestem spełniona!
![]() |
Żródło: z internetu |
P.S. Wszystkim zazdrośnikom, złośliwcom, miłym inaczej ludziom ogłaszam - wara od mojego życia, niepłodności, ciąży i blogu!