Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poronienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poronienie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 października 2015

...


Pamiętam o Tobie nie tylko dziś
pamiętam o Tobie  każdego dnia
Moja mała, kochana, kropeczka 
Moja słodka, malutka Córeczka 
Kocham Cie i tęsknie! 
                                      mama




niedziela, 15 czerwca 2014

Aniołek

...Wyszliśmy od lekarza z receptą na globulki. Objechaliśmy wszystkie otwarte w niedziele apteki w Krakowie by zamówić lek, niestety jeden ze składników recepty był na tyle drogi że nie każda apteka miała go na stanie, przynajmniej tak tłumaczyli nam farmaceuci. Nie zrealizowaliśmy recepty w niedziele, rano o 7 czy 8 już nie pamiętam, wstałam pojechałam do jednej niezawodnej apteki 'z charakterem' u nich jest wszystko. Pani po recepcie wiedziała o co chodzi, nie zadawała dużo pytań, powiedziała że postara się zrealizować jak najszybciej, o 11 zadzwoniła, globulki były do odebrania. Wróciłam do domu... no cóż już czas. Mąż był w pracy tylko parę godzin, wrócił by być ze mną, wziął kilka dni urlopu. Za parę dni wieczorem, dostałam okropnych skurczy, mój aniołek spadł mi w jednym kawałku na podpaske, spanikowałam... 

Badanie kariotypu: Córeczka [29.10.2013]

Najbardziej gorzka w naszym dzisiejszym smutku jest pamięć o wczorajszej radości. [Khalil Gibran]

 Jak daleko jest moja radość 
Mój ból, moja miłość, nagroda
Jesteś istotą wszystkiego, moim oddechem, moją ojczyzną
Odtrącam wszystkich, bo ty jesteś moim sensem.

Jesteś mi droższy nawet od życia
Ci co nie wierzą są nam niepotrzebni
Nie dosięgną serca z piersi o północy
Nie zapomnij mojego oddechu, pamiętaj.

Pójdę za tobą wszędzie – na wschód
Wrócę za tobą - na zachód
Ty tylko powtarzaj te słowa
Będziemy razem na zawsze, na zawsze

Ile nam pozostało życia od spotkania do spotkania
Chciałabym cię całować i trzymać w ramionach
Chciałabym móc gorzko płakać na twoich kolanach
Zasnąć obok na łabędzich piórach.

Pójdę za tobą wszędzie – na wschód
Wrócę za tobą - na zachód
Ty tylko powtarzaj te słowa
Będziemy razem na zawsze, na zawsze


Źródło: http://www.tekstowo.pl/piosenka,sylwia_grzeszczak,za_toboy.html

piątek, 16 maja 2014

Łzy do nieba

Bawiliśmy się superowo na weselu naszych przyjaciół do samego końca, wtedy zjadłam z kilo jabłek, tak bardzo mi smakowały i były przepyszne, ja lubię jabłka, ale na weselu? w takiej ilości? Później tydzień minął roboczo. W czwartek pod małym naciskiem moich przyjaciółek niedoli postanowiłam ze zrobię test. Zazwyczaj wygląda to tak że dziś robię test, a jutro dostaje miesiączkę. W tygodniu czułam się zupełnie normalnie cos kuło to tu to tam nic dziwnego tak mam przed okresem.
Zakupiłam test i zrobiłam…pierwszy raz w życiu zobaczyłam na nim dwie kreski, jedną wyraźną tą do której się już przyzwyczaiłam i drugą bladą różową. Przeraziłam się i chyba w szoku poszłam do apteki innej kupiłam trzy, powtórzyłam pierwszy wyszedł negatywny. Była 18:40 myślę co dalej patrzę na jeden test na drugi nie wiem co robić. Postanowiłam działać – zapakowałam się do auta i pojechałam do diagnostyki. Zaparkowałam biegnę bo jest do 19:00, zdążyłam zrobili na cito, wynik do 4 godzin. Wróciłam do domu, nic nie mówię, mąż wrócił z pracy. Standardowy wieczór, nie dla mnie ja siedzę na kompie i odświeżam stronę w oczekiwaniu na wynik. Koło 21 jest wynik bety 62mIU/ml. Szaaaaaaaaaaaaaałłłł, krzyk, płacz, tańce – zwariowałam, oszalałam!!!!Razem zwariowaliśmy, jak by można było otworzylibyśmy szampana!!! Pierwszy tak wyjątkowy wieczór po śmierci mojego Taty.  
Z rana napisałam do mojego lekarza smsa – ‘Doktorze chyba jestem w ciąży, beta 62’, zaraz dostałam odpowiedź – ‘Fajnie, proszę powtórzyć betę za dwa dni’. Za dwa dni bete miałam 208, czułam się jak w niebie!!! Umówiłam się z doktorem za 1,5 tygodnia na wizytę. Tego nie da się opisać po tylu latach mogłam się poczuć normalną pełnowartościową kobietą, ciężarną z prawdziwego zdarzenia. Mimo naszej euforii chyba popadałam w lekką durnote bo trochę się kłóciliśmy z mężem apropo remontu pokoju dla naszego dzieciaczka.
Dzień wizyty był cudowny, fantastyczny, wyjątkowy zobaczyłam moją kropeczkę na ekranie. Pierwszy raz w życiu spotkaliśmy się na żywo, widziałam serduszko biło tyk tyk tyk tyk.
Umówiliśmy się na za półtora tygodnia, zdziwiłam się bo zazwyczaj się umawia lekarz na później jeśli się jest w ciąży. Przepisał mi duphaston. Nie dostałam książeczki ciążowej, tylko jedno badanie do zrobienia. Po niecałych dwóch tygodniach przyszłam na usg, na pełnym luzie, obserwowałam ludzi w poczekalni, myślałam że wreszcie mi się udało, że nie muszę już niczego bać. Czytałam gazetę, czułam się fantastycznie. Weszłam do doktora z bananem na twarzy. Położyłam się do usg, trwało z 15 min, albo tak mi się zdawało. Nie podoba mi się akcja serca – mówi lekarz- raz bije raz przestaje. Coś jeszcze do mnie mówił już oprócz dzwona w uszach nic nie słyszałam. Zalecenie - zrobić w najbliższym tygodniu trzy bety co drugi dzien. Była środa. Wyszłam wsiadłam w auto, szczeka mi chodziła cała drżałam, zaczęłam płakać – nie płakać wyć. Nie wiem w jaki sposób dotarłam do domu, dzwoniłam z drogi do męża próbując mu powiedzieć co się dzieje. Zanim dotarłam do domu już stał pod klatką przepakowałam się do auta i pojechaliśmy robić jeszcze dziś pierwszą betę, są w Krakowie diagnostyki całodobowe. Czekanie trwało wieki wynik 10196. W piątek powtórzyłam bete wynik dostaliśmy w sobotę -  9299. Oczywiście stale w kontakcie z lekarzem – napisałam mu smsa ze chcę się spotkać. Odpisał ze możemy się spotkać w niedziele, a spadająca beta oznacza że ciąża obumarła…itd. Najgorszy dzień w moim życiu. Przepłakałam cały dzień. Mąż wrócił z pracy, chciałam być sama, chyba on też, wsiadł na motor i pognał przed siebie. Nie wiele pamiętam z tego dnia. W niedziele spotkaliśmy się z  lekarzem. Wiedziałam że jak otworze usta posypią się łzy, umówiliśmy się z mężem że to on będzie gadał. Wszystko wypytał, ja siedziałam na krześle głową spuszczoną w dół, piłam wodę, żeby nie płakać, telepałam się z nerwów. Potwierdzające usg brzmiało jak wyrok – ciąża obumarła, trzeba indukować poronienie. Coś do mnie lekarz jeszcze mówił robiąc usg, nić nie słyszałam, patrzyłam w ekran i bałam się, to ostatni raz widziałam moje maleństwo, moje pragnienie, marzenie, moją tęsknotę.



Ps. Więcej dziś już nie dam rady napisać, nie czytam też tego co napisała.

sobota, 22 lutego 2014

Wokół ciąża

   Problem niepłodności obecnie dotyka co +/- 4 parę, więc  +/- 8/10 są po prostu szczęściarzami. Jak przezywamy kiedy dowiadujemy się o: „Koooochani jestem w ciąży!!!”, „kochana UDAŁO SIĘ, wiesz  trzy miesiąca staraliśmy się, myślałam ze już jest coś nie tak ale  wreszcie  jestem w ciąży”? Otóż ja, jako nieustanie praktykująca, specjalistka w dziedzinie niepłodności, dobita do samej ziemi wiadomością próbuję niezauważalnie pozbierać się i razem z osobą ciężarną zwyczajnie cieszyć się.
   Zostałam zaskoczona wiadomością o czyjejś ciąży, mnóstwo razy ale kilka pamiętam dobrze. W pracy (1): miałam dosłownie dzień wariata. Pracuje na najwyższych obrotach – i tu nagle baaaah (telefon od męża z wiadomością „oni są w ciąży”) - nie byłam przygotowana, odjęło mi najpierw mowę, później chęć do pracy, później do życia, miałam pełne oczy leź – jedyna działająca wtedy  szara komórka podpowiedziała mi: ewakuuj się z pokoju – wzięłam telefon i wyszłam. Co robić, co robić?  Telefon do przyjaciela, balsam na złamane serce. Czarnulka w pracy, Malinka, dzwonie: „ są w ciąży wiesz kolejni, a ja już nie mam siły walczyć znowu się wszystko pochrzaniło znowu mam brać hormony ” – ledwie wykrztusiłam z siebie to zdanie i lży jak dwie przepełnione rzeki rozlały się same. Malinka: „kochana nam się też w końcu uda …”. Dwudziestominutowa rozmowa z Malinką doprowadziła mnie do pionu.
    W tydzień po poronieniu (2): leże w domu jak rozbity statek na dnie morza, sms z pracy „co ci jest, gdzie jesteś, wykrakałaś  jestem w ciąży”, odpisałam tylko tyle: „nie chciałabyś wiedzieć, gratuluję dbaj o siebie”.  W drugim tygodniu dostałam jeszcze dwie takie wiadomości, telefonicznie: „wiem że ci ciężko ale muszę ci to powiedzieć, jestem w ciąży”, i trzymając mnie za rękę: „ chcę ci coś powiedzieć - jestem w ciąży”,  wtedy czułam tylko pustkę, nie poryczałam się.   
   Odbieram telefon (3):  Kasia plączę do słuchawki „jestem w ciąży, to nie możliwe, nie wiem co robić, pierwszy raz w życiu test z dwoma kreskami, nikt jeszcze nie wie wykręciłam do ciebie pierwszej, patrzę i nie mogę uwierzyć jestem w ciąży,  Boże dziękuje!”. Kasia, osoba która stara się od lat by zajść w ciąże, płakała do telefonu,  ja ryczałam razem z nią - ze szczęścia!!! Kto jak nie kobieta, która przeżywa miesiąc w miesiąc porażki, zrozumie jaki to CUD być w ciąży!
   Przyzwyczajam się, nie zawsze wychodzi, ale ‘staram się’ podchodzić do tego z humorem: 
„wreeeeszcie krótsza kolejka!” 

   Zostało tylko zweryfikować czy stoję we właściwej:)