Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niepłodność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niepłodność. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 grudnia 2015

...


Źródło: internet
Jestem za in vitro, bez wahania poddalibyśmy się tej metodzie. Natomiast każda para jest inna szanuje wybór i prywatność wszystkich. Starający się powinni wyznaczyć własną granicę. I powinni mieć możliwość skorzystania z nowoczesnych rozwiązań medycyny. 
Kiedy nie było programu a moje leczenie nie przynosiło żadnych efektów, często myślałam czy będzie nas stać na in vitro. Zwykła kalkulacja budżetu nie pozwalała dopuszczać nadziei. Tania nie jest a i skuteczność nie porażająca. Prawdopodobnie wiele Par (popierających IVF) tak kalkulowało, nie było pytania czy nas stać moralnie etycznie, tylko czy nas stać finansowo.
Naszą granicą były monitoringi, IUI. Gdy pojawił się program, ucieszyłam się, więcej możliwości, granica przesunęła się, nadzieja urosła.  Niepłodność - każdy miesiąc przegrana bitwa. Lekarz podstawowej opieki zdrowotnej, podyplomowe z bioetyki, ojciec ośmiorga dzieci  - może mieć choć blade pojęcie o niepłodności?  W jego domu nigdy nie brakowało śmiechu dzieci, a żona prawdopodobnie przez cały okres małżeński była w jednej wielkiej ciąży. Jako lekarz proponując narodowy program prokreacyjny powinien wiedzieć że nie zadziała przy np. trwałym uszkodzeniu jajowodów.  Wypracowaliśmy 'program' który działa, może kuleje, może trzeba go jeszcze z każdej strony dopieścić, poprawić ale jest, powstał i dał wielu parom Nadzieje.

niedziela, 24 sierpnia 2014

Kiedy

początkiem tygodnia poprosiłam męża napisać o - 'no a wy kiedy' wyszło tak:

"Wspomniałem w poprzednim poście o jakimś planie na życie, że chcemy mieć mieszkanie (w dużym mieście) dom pod miastem (dojazdy dobijają) albo po prostu jakieś swoje miejsce. Do tego praca, kasa no i może jak już się uspokoi to dzieci. No tak Ja myślałem, że dzieci to same się na świat pchają, więc trzeba się zabezpieczać by ich nie było za szybko. Ale życie to zweryfikowało i teraz gdy przybywa lat to chcemy dzieci. No ale jak sobie z tym radzić jeśli tych dzieci jakoś z różnego powodu nie ma, jeśli w towarzystwie przyjaciół są osoby które narzekają że jeszcze dobrze jedno dziecko nie podrosło, a Ja już jestem w drugim w ciąży. 
Zródło: z internetu
No i znowu pieluchy, karmienie piersią i nawet piwa się nie można napić. 
Ja takie kobiety nazywam WIATROPYLNE, po prostu bez zabezpieczeń po max 2 miesiącach są w ciąży. Jak sobie z tym radzić? Jeśli coraz więcej osób z bliskiego grona przyjaciół ma dzieci, jak sobie radzić z pytaniami osób mniej wtajemniczonych (np. w pracy) czy ma Pan/Pani dzieci? Na odpowiedź NIE mówię no to nie ma na co czekać, wie Pan trzeba się zdecydować, nie ma co tego odkładać. Hmmm,  Przecież nie będę opowiadał każdej napotkanej osobie od jakiego czasu próbujemy, od jakiego czasu się staramy, ile na to poświęcamy czasu, siły i zdrowia nie mówiąc o pieniądzach. Jak sobie z tym radzę Ja? Hmmm nie wiem czy sobie jakoś z tym radzę, na pewno uważam, że ślubowałem żonie MIŁOŚĆ, WIERNOŚĆ i UCZCIWOŚĆ MAŁŻEŃSKĄ ORAZ ŻE CIĘ NIE OPUSZCZĘ AŻ DO ŚMIERCI i dlatego z Nią chcę spędzić resztę życia, a nie było mowy o dzieciach i ten temat chciałem troszkę rozwinąć. Bo chyba mamy z żoną inne do tego podejście, a może po prostu tak mają kobiety, bo przecież znane jest Nam określenie instynkt macierzyński co to jest i czy mam go też Ja? Uwierzcie mi każdy mężczyzna myśli o tym jakim byłby tatą, oczywiście jak sobie przypomni co robił w dzieciństwie to zastanawia się czy chce mieć dzieci. Dodam tylko, że byłem taki zdolny, że udało mi się mieć gips na dwóch nogach w tym samym czasie, a więc 2 kostki skręcone lub nogi złamane. Rąk w gipsie na szczęście nie miałem, oczy podbite to miej więcej raz na kwartał. Czy byłem ciężkim dzieckiem? Czy miałem ADHD, nie
Zródło: z internetu
wtedy to się nazywało normalne dziecko, czasem nadpobudliwe. Kończąc ten wątek powiem tak Ja sobie nie raz wyobrażałem , śniłem jakim będę ojcem. Czy będę dobrym ojcem? Hmmm chyba nie Ja to będę mógł ocenić, ale na pewno będę się starał być jak najlepszym ojcem. Czy czekam na to? Czy się przygotowuje? Wydaje mi się, że nie ma recepty na dobrego ojca czy matkę, ale niestety uważam, że mama może mieć inną wizję wychowania dzieci. No ale przecież jesteśmy rodzicami wspólnie, a więc co na to poradzić, nie wiem, ale uważam, że będzie ciężko. A czego się obawiam najbardziej? Chyba przesłodzenia, bo jak nie przesłodzić jak się czeka na dziecko kilka lat i tu wydaje mi się, że kobiety i mężczyźni mają całkowicie inne myślenie. Czemu? Bo Ja ( może i inni mężczyźni też) nie przywiązuję wagi do większości rzeczy, które są ważne dla kobiety. Mnie interesują najważniejsze rzeczy, czy dziecko ma mokro czy nie, ale nie interesuje mnie jakie ma ubranko, wózek czy skarpetki. Ważne żeby było mu ciepło i dobrze. Chyba lekko zboczyłem z tematu.
Wracając do pointy jak sobie radzimy z tym, że inni mają dzieci, że ludzie pytają? Jest coś szczególnie w starszych osobach, które uważają, że wszyscy młodzi zabezpieczają się na maxa by nie mieć dzieci, bo właśnie najpierw dom , mieszkanie, praca i wakacje, a co z tymi co nie mogą mieć dzieci, albo im po prostu coś nie wychodzi? Tego się nie dopuszcza do głowy, dlaczego? Bo kiedyś tego tematu prawie nie było, a jeśli się pojawiał to był bardzo rzadki. 30-40 lat temu wszystko było zaplanowane i to przez Państwo, ludzie chodzili do szkoły, potem pojawiały się dzieci, potem była praca, a mieszkania się dostawało. No wiem zaraz odezwą się głosy, że jestem obrońcą komunizmu, nie, nie jestem, ale wydaje mi się, że było łatwiej. Mieliśmy tylko 2 programy TV, często nie było prądu, a więc co tu robić? A jak już się to dziecko pojawi to jest żłobek, jest przedszkole i nie trzeba się było martwić o miejsce dla swoich dzieci. Jak dzieciaki podrosły, to wypuszczało się je na podwórko i ciężko było dzieciaki zaciągnąć do domu nawet po zmroku. Czy wychowywaliśmy się sami? Mam wrażenie, że tak, czy było Nam łatwiej?  Czy miasta były inne, nie było przemocy, wypadków samochodowych czy innego rodzaju uzależnień, używek itp.?  Temat rzeka na kilka kartek, więc wrócę do wcześniej postawionego pytania jak sobie radzę z tym, że prawie wszyscy najbliżsi przyjaciele mają dzieci? Jak sobie radzę z tym, że każdy pyta o to czemu nie mam jeszcze dzieci, zaczynając od rodziców, a na Pani w sklepie kończąc. Czy jest szansa na utrzymanie przyjaźni z dawnych czasów jeśli w danym gronie jest się jedyną parą bez dzieci? Co o tym sądzicie? Ja sam nie wiem jak to będzie, ale już niestety czuję się troszkę odizolowany. Dlaczego? Bo mimo chodem na wyjazd wakacyjny wszyscy wybierają takie miejsca gdzie wszystko jest przystosowane do rodzin z dziećmi. Nikt nie pojedzie na wakacje pod namiot z malutkimi dziećmi, nikt nie wybierze się na wycieczkę objazdową, czy w góry z malutkimi dziećmi. Wszyscy to rozumiemy, ale efektem jest to, że albo musimy zmienić swoje przyzwyczajenia, albo nie jechać z przyjaciółmi na wakacje. Czy jest szansa na wyjście do kina, teatru czy na kręgle? No chyba nie i tu ścierają się dwie opinie, osoby które mają dzieci zazdroszczą tym co nie mają dzieci, wolnego czasu, możliwości wyjazdu kiedy się chce gdzie wiec chce, a osoby nie mające dzieci zazdroszczą tym drugim DZIECI. Ile to razy słyszałem, Korzystaj puki nie masz dzieci, jak Ja bym chciał/chciała tak mieć jak Ty, jak Wy. A Ja sobie myślę czemu tak jest, czemu Ja chcę czegoś innego? Reasumując życie tak już wygląda, że osoby którym pojawiają się dzieci muszą się zmienić, a to powoduje tak znaczące zmiany w zachowaniu, że osoby nie mające dzieci do tego nie pasują. Przykre ale prawdziwe.


Opowiem Wam jeszcze jedną sytuację, która mnie spotkała, kiedyś wieczorem pod sklepem, przed wejście zaczepił mnie pijak, standardowo nie daję im pieniędzy, ale ten prosił o coś do jedzenia, no to sobie myślę kupie mu coś i wychodząc dam mu coś do jedzenia. Tak też zrobiłem , zobaczyła mnie starsza Pani i zaczęła do mnie mówić. A że to taki dobry człowiek był, że miał rodzinę, ale pił i się stoczył. Mam szacunek dla starszych, więc nie wypadało mi się odwrócić, wsiąść do auta i odjechać, więc stoję i słucham. Chociaż zastanawiam się czemu ta miła (na razie) Pani do mnie mówi. No ale jak już wspomniałem mam szacunek dla starszych więc póki Pani mówi to stoję, nic się nie odzywam i powoli zbliżam się do drzwi auta. A Pani idzie za mną, opowiada o alkoholizmie, o tym że ludzie są tacy źli po alkoholu, potem opowiedziała mi o swojej rodzinie, a raczej o tym, że została już sama na tym świecie bo wszyscy zmarli. No nic nie mówię tylko się wycofuję i wtedy dostaję bardzo mnie dotyczące pytanie czy ma Pan dzieci? No więc zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że ich nie mam, ale myślę sobie, nie daj się wciągnąć w dyskusję bo przecież to starsza osoba. Ale Pani nie odpuszcza no i jak powiedziałem, że nie mam dzieci dostałem 5-6 minutowy wykład o tym, że powinienem już te dzieci mieć, że nie ma na co czekać, że czemu teraz młodzi ludzie myślą tylko o pieniądzach i pracy, a nie ma czasu na dzieci. No więc puls mam tak ok 90 uderzeń na minutę a ciśnienie już na poziomie 150 na 90. Myślę sobie chłopie masz szacunek dla starszych, więc nie palnij czegoś Pani bo będzie jej przykro, no to myślę ok, zadam jej kilka pytań, przecież od kilku lat staramy się o dziecko, to w tym temacie mam wszystko rozkminione. Więc pytam o co Pani chodzi, skąd Pani wie, że Ja nie chcę mieć dzieci, (dodam że to było chwilę po tym jak Nam się nie udało utrzymać ciąży) co Pani o tym wie? Czemu do obcej osoby o której Pani nic nie wie, mówi Pani takie rzeczy, Ja naprawdę miałem ciężkie przejścia w ostatnim czasie, więc dlaczego Pani mówi takie rzeczy do mnie. Pani się troszkę zreflektowała i poszła w kierunku pomocy, no bo może Ja jej potrzebuję, a więc Pani zaczęła coś mówić o, i tu moje zdziwienie, metodach pomocy w tym aby mieć dziecko, myślę sobie no poczekaj co będzie dalej. Po kilku zdaniach padło słowo naprotechnologia, a potem zaraz pojawiło się zdanie tylko niech Pan się nie da tym zabójcom od IN VITRO, Pani dodała jeszcze coś o kościele i nie dałem rady. Mój szacunek dla starszej osoby przegrał z moim charakterem i bardzo drażliwym dla mnie tematem dzieci. W kilku zdaniach bardzo grzecznie powiedziałem Pani co myślę o naprotechnologii, że popieram jeśli mamy zdrowych ludzi, a co w moim przypadku? Co jeśli samo planowanie zgodnie z religią nic nie da bo coś jest nie tak mechanicznie, co jeśli zdarzają się poronienia? Czy naprotechnologia pomoże w przypadku ciąży pozamacicznej, czy no i tu już nie pamiętam, ale Pani się trochę wycofała, bo zaskoczyłem Ją pytaniami, konkretami. Potem dodałem grzecznie, że musze iść do żony bo będzie się martwiła. Pani powiedziała, że i tak będzie się za mnie modlić w swoim kościele, podziękowałem i odjechałem. Czy to zbieg okoliczności, czy może Ja przyciągam jakichś dziwnych ludzi? Czy mam pecha, a może po prostu tak miało być, nie wiem. Wszystko zeszło się w czasie, to dla Nas był bardzo ciężki okres, a Ja akurat trafiłem na taką sytuację.



a to troszkę ode mnie z dzisiejszego dnia 'o dzieciach':
Zródło:gazetae.com


1) Byłam rano w kościele, w moim kościele dzieciństwa, oczywiście wszyscy się znają to nie duża parafia. Po mszy dopadla mnie jedna kobicina Wanda, nie widziala mnie no może ze 2,5 roku, i na dzień dobry pytanie "ile już masz lat, no bo już trzeba urodzić, ileż można, w twoim wieku już powinnaś mieć". Takie komentarze wywolują u mnie dwa stany: płacz lub agresje. Dziś, poprostu nic nie powiedziałam odwróciłam się i poszłam. 
2) życzenia od Cioci: "no dużo zdrowia i zdrowych dzieci", tak bez w sumie zadnej okazji. 
3)"przyjedż do nas jutro, zrobisz badanie na cytomegalowirus rozpiszemy Tobie leczenie, bez wyleczenia nic u Was nie wyjdzie" dodam że mam już to badanie robione i wynik wyszedł dodatni, co w prawie każda osob ma to 'g' dodatnie i tego się nie leczy no ale "każdy ma swoje karaluchy w głowie". Odmówiłam. 
4) Dostałam okresu.  
5) po mszy, ksiądż opowiadał o "nowym domie dla jednego chłopaczka" i przyznam się nieśmiało że 'chyba dorastam'. 

Milego tygodnia. 


ps. jutro idziemy z Mamą na usg a pojutrze do pulmonologa, czuję się ciut lepiej, dziękujęmy za kciuki i dobre słowa!


piątek, 18 lipca 2014

Odwiedziny

Piątek zazwyczaj mija mi bardzo szybko, dziś wyjątkowo ślimaczył się. Rano w szpitalu do 17:30 w pracy, później byłam odwiedzić moją koleżankę i jej synka. Urodziła miesiąc z hakiem temu (miałyśmy tydzień różnicy, nie wie że borykamy się z niepłodnością). Mały przecudowny, kruszynka taka maluśka, wieczory miewa bardzo niespokojne bo boli go brzuszek. Kupiłam mu wczoraj trochę prezentów. Lubię robić prezenty, później tak fajnie się patrzy jak ktoś się cieszy. Wyszłam od nich z uczuciem ogromnej tęsknoty, a zarazem z uczuciem, że jednak nie zasługuję na bycie mamą. Patrzyłam na nich porównywałam się do nich i ja jestem zupełnie inna. Poryczałam się jak zawsze w samochodzie. 

Jutro humor mi się nie poprawi na pewno, idę do domu opieki społecznej do takich dwóch babć. Odwiedzam ich raz na jakiś czas od 12lat, pani Ola 94lata i pani Klara 86lat, żyją już w swoim świecie. Te odwiedziny są bardzo ciężkie, emocjonalne.

Odpocznijcie przez weekend. 
Idę pobiegać, przewietrzę głowę i napije się winka. 

środa, 16 lipca 2014

Wynajmę niepłodność

Przechodziłam dziś obok garażu na którym napisane było Wynajmę i zaraz pomyślałam że też mogłabym coś wynająć co mam, co tak mocno się mnie trzyma a w sumie nie jest mi potrzebne, że w sumie mogłabym to oddać w złe ręce, albo wynająć osobom, które biorą pigułki antykoncepcyjne. I oddałabym za darmo, a może bym i nawet dopłaciła. Weście SOBIE!

Dziś mam paskudny humor, w zasadzie prze-paskudny. Do wszystkim moich zajęć dodajcie 2 razy dziennie odwiedziny w szpitalu mojej teściowej, która leży na transplantologii z wydolnością serca 16%. W sumie jak moje latanie przełożyło by się na jej zdrowie to bym latała i z 20 razy. Nie chcę o tym pisać, nie dziś.
 Dziś odwiedziłam swojego Doktora. Pisałam że czekam na okres, nie ma, ale prawdopodobnie będzie. Ręce opadają do kolan, przyplątało się zapalenie przydatków. Nie skarżyłam się Wam że boli mnie prawy jajnik, teraz wiem czemu. Pytam się skąd się to gówno bierze? nie chodzę np. na basen, ostrożna jestem jeśli chodzi o higienę i 'piiii' i tak się wdarło. Mam zrobić CRP i jeśli wyjdzie powyżej 10 to brać jakiś tam kolejne leki, jeśli poniżej 10 to tylko duhaston. W sumie to i to jeszcze przełknę. Prawdziwa wiadomość to jest plan, który zaproponował lekarz: 5 stymulacji i in vitro. Przyjęłam to z pokorą, tylko okropnie męczy mnie to czekanie, ja już nie chcę czekać. NIE CHCĘ CZEKAĆ!!!! 

Wychodząc że szpitala kardio natrafiłam na napis JPII: 
Nadziei nie traćcie, Ducha nie gaście

Trawie tą wiadomość i borykam się sama ze sobą


środa, 9 lipca 2014

Czytam

Czytam na temat odwołania z funkcji dyrektora jednego z ginekologów, nie wnikając w temat wszystkich argumentów mógł czy nie mógł itd, poruszającym jest to w jaki sposób czytelnicy komentują całą sprawę. Polecam poczytać treść, żenada. Jedni biją się że jest dobry, drudzy że jest zły, jedni mówią o politykach drudzy o podatkach, inni że nie powinno się z podatków finansować in vitro, jeszcze inni o religii. Dlaczego wypowiadamy się na tematy nam obce? to tak jak bym pisała wypracowanie na temat fizyki jądrowej, będąc po szkole tańca i baletu. Co jest ludzie?
Jedna jedyna kobieta, która leczyła się na niepłodność i po dwóch nieudanych in vitro, próbowała wyjaśnić swój punkt widzenia padła. Dosłownie pożarli ją hieny internetu, nie miała szans. Pouczali jaka ona jest niemądra, że to nie my decydujemy czy będziemy rodzicami czy nie itd itd itd. Nikt nie może zrozumieć jakim dramatem jest wieloletnie leczenie, dopóki sam nie zderzy się z tematem niepłodności, bezpłodności, tudzież innej choroby.  Piszą że lekarze bawią się w Boga. Ja myślę że i w in vitro jest ręka Boska, lekarz robi swoje ale tylko Bóg może zadecydować o tym co będzie dalej. Poza tym jeśli parametry są dobre to nawet embriolog, że tak powiem nie łączy towarzystwo, lecz puszcza do pęcherzyków nasienie i samo się dzieje. U moich przyjaciół na ponad 10 pobranych pęcherzyków tylko kilka przeżyło do blastocysty. Mimo szczerych chęci lekarza i jego wysoce profesjonalnego zespołu embriologów nie było możliwości i wpływu na rozwój zarodków, to się samo działo a więc jest w tym ręka Jego. Wierze w to i ufam.

"....Wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, w skutek czego stał się człowiekiem istotą żywą." (Rdz 2, 7)

Na obecny stan naszego z mężem wieloletniego leczenia, nie przyszło nam decydować czy skorzystać z in vitro, nie mniej jednak jeśli będzie taka potrzeba to pewno poddamy się i tej metodzie. Ale nasze credo:

Nie porzucaj nadzieje!

wtorek, 8 lipca 2014

rok rządowego programu


Źródło: http://invitro.gov.pl/
Niesamowita sprawa, jest już 214 maluszków upragnionych, ukochanych, wyczekanych!!! 
  
ps. Moich wyników z histeroskopii jeszcze nie ma, może w czwartek:(

wtorek, 1 lipca 2014

Dekalog leczących niepłodność

                     Dekalog leczących niepłodność

Mówcie otwarcie o tym, że chorujecie na niepłodność.
Uprzedzajcie pytania rodziny i znajomych.
Proście znajomych, żeby nie zadawali zbędnych pytań bo to dla was trudne.
Powiedzcie przyjaciołom, aby trzymali kciuki i nie udzielali mądrych rad, bo sami wiecie gdzie i jak się leczyć.
Nie zamykajcie się w czterech ścianach.
Nie wstydźcie się mówić innym, że cierpicie z powodu tego, że nie macie dzieci.
Nie oskarżajcie się wzajemnie. Niepłodność to choroba.
Powiedzcie partnerowi, czego od niego oczekujecie w tym trudnym czasie - sam może się nie domyślić.
Dbajcie, żeby seks nie został całkowicie podporządkowany zajściu w ciążę.
Nie ustawiajcie całego życia pod potrzeby leczenia - niech ono będzie jedynie częścią, a nie treścią waszego życia.

źródło:  Bogda Pawelec 

sobota, 15 marca 2014

IUI - inseminacja

   Szczęśliwie wróciłam z delegacji, nie było łatwo, wyjechałam cała chora i wróciłam też ledwie żywa. Wyjazd był owocny połowicznie.
    Zatrzymałam się na mojej historii na etapie hiperstymulacji, a po tym jak się zaczęłam leczyć minęło ze 2 miesiące zanim się wchłonęło to co miało się wchłonąć i naprawiło się to co mało się naprawić. Później nowy Doktor zarządził stymulację Femarą od 3-7dc - 1 tabletka dziennie, lek ma okropną ulotkę jak w sumie każdy, który w składzie ma letrozol. Femarę można brać (chyba) tylko 6 cykli później należy zrobić przerwę. Cykle z Femarą miałam pod pełną kontrolą, czyli: monitoring co drugi dzień od 9-10dc dodatkowo Ovitrell na pęknięcie (po 1 monitoringu okazało się że nie pękają mi same pęcherzyki, stąd OVI). Po 2 miesiącach na letrozolu bez sukcesu, postanowiliśmy spróbować inseminacje. W końcu procedura absolutnie bezbolesna, a szans więcej niż naturalnie. Maj przygotowujemy się do inseminacji, monitoring pęcherzyki 2,2-2,4cm. Dzień zaplanowałam ‘luźny’ po 13 wyszłam z pracy, nie chciałam brać urlopu żeby w jakiś sposób zapanować nad stresem, który mimo „luzu” zawsze towarzyszy przed nieznanym. O 17 umówieni w klinice, wszystko wykalkulowano, OVI wzięliśmy tak żeby pęcherzyk pękł  jak najpóźniej. Jestem w klinice o 17, idziemy z doktorem sprawdzić ‘jak tam nasze pęcherzyki’ mąż wpada zaraz po usg (wleciał prosto z pracy) z tekstem ‘Mam nadzieje że się nie spóźniłem’ my akurat wychodziłiśmy z gabinetu, na co ja: „Spóźniliśmy się”. Pęcherzyki pękły wcześniej niż nam by się tego chciało, po prostu miały swój plan. Można było oczywiście zrobić na pękniętych (do 12h można) ale szans jest o wiele więcej na całych. No i nasza pierwsza inseminacja, do której nie doszło zakończyła się na kolacji zakrapianej winem. Czerwiec, historia taka sama co w maju,  przygotowania do IUI na Femarze i OVI – o 12 stawiamy się w klinice, pęcherzyki są, działamy! O 14 mam inseminacje. Procedura bezbolesna ale potwornie krępująca, lekarz musi dosłownie zaglądnąć do środka żeby utrafić tam gdzie trzeba. Po zabiegu należy poleżeć  10-15 min na krześle, całe szczęście doktor czymś tam mnie przykrył, leżałam i gadaliśmy on z za biurka, ja za ścianką na krześle. Po 15min wstałam z krzesła ubrałam się, pożegnaliśmy się, zapłaciłam, wsiadłam w auto i smig do domu leżeć. Mąż nie mógł ze mną zostać do końca , niestety ma okropną prace i musiał wracać do pracy jeszcze przed IUI. Dostałam smsa w trakcie procedury od męża:  „Ciekawa sytuacja, jestem nie obecny przy zapłodnieniu mojej żony”… m a s a k r a. Co się czuje w czasie takich procedur opisze kiedyś bardziej szczegółowo. 

    Nasza 1 inseminacja zakończyła się  bez sukcesu!