Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciąża. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciąża. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 maja 2016

Nasz mały chłopczyk

Tej nocy długo nie mogłam zasnąć, obudziłam się rano przed 8, wypoczęta. Siedzie w salonie słyszę drepcze mąż
'a ty co wstałaś o 8 żeby sobie pazury zmywać, z lakierem nie da się spać?'
Nie ... muszę zmyć, czerwony kolor nie wolno, muszą być bez. 
A gdzie idziesz? 
Urodzę dziś
Można tak sobie zaplanować? przecież mamy 26 iść
Nie można.

Na końcu ciąży często pytałam Doktora, czy będę wiedzieć że to dziś, już, teraz. Zawsze mówił: 'nie przegapi Pani'. Tak się stało. Wstałam rano i byłam pewna że to jest ten dzień, dzien w którym urodzi się nasz Syn. 
Wstałam rano, zmyłam pazury, wzięłam kąpiel. Nic nie jadłam. Nie bałam się. Byłam spokojna. Czułam skurcze. Liczyłam. Co 13 min. Miedzy czasie można coś zrobić. Nie są mocne, słabe. Zaplanowałam że koło 11 zadzwonię do Doktora,zawsze mnie pocieszał że zdąży dojechać, że to nie dzieje się szybko (w przypadku pierwszego porodu, tym bardziej mojego porodu). Jest 11, mąż trochę panikuje, nie mam wydrukowanych badań z wczoraj, a pasowało by ze sobą mieć, nie mamy drukarki więc leci do kolegi wydrukować. Dzwonie do Doktora, nie odbiera, nie panikuje, umowa była że jeśli nie odbierze, dzwonić na recepcje w ciągu dnia, w nocy odbierze (jestem pewna że w nocy mój Doktor nie śpi i przypuszczam że ładuje się od pacjentek). Dzwonie,  odbiera Iwonka:
Dobry
Dobry
Doktor jest? 
Jest
Gdzie?
na transferze
Super, proszę mu przekazać że ja mam skurcze już co 10 min, ale nie są mocne. 
Przekażę. 
Pa, pa

Trzymamy się planu. Zadzwoniłam do Mamy na skyjpaju. 
Cześć
Cześć
Co tam? 
Nic, tak sobie dzwonie. Jadę na 13 do szpitala. Będęęęęęęęę uuuuuuuffffff dziś rodzić, właśnie złapał mnie skurczy byk. 
O Boże, jak to dziś aaaa oooo uuuu
Nie panikuj, wszystko ok, jestem spokojna. 
Pa, pa

13:00 pakujemy się do auta. Jedziemy. Fajnie. Trochę średnia pogoda. Sukienka, płaszcz. Piszę smsa do Doktora, jadę do szpitala. Odp.: ok. (Zawszę pisze krótkie smsy. Lekarze tak mają, ani cześć ani spadaj. Mój brat, lekarz, to samo. Śmieję się z niego że jemu operator liczy jeden sms = jedna literka stąd takie krótkie). Wchodzę na odział. 
Dobry 
Dobry
Skurcze mam. Planowaną mam na 26 ale dziś jest dobry dzień i widzę że nie ma tłoku.
Ok
Zaraz podłączmy do KTG. 

Tak też uczynili. Leżałam pół godziny, wtedy złapał mnie skurczy właściwy. Widziałam orła cień. Nie był straszny. Nawet się ucieszyłam. Ja na miejscu. Doktor powiadomiony. Syn śpieszy się na świat. Piękny dzień. 
Biorą mnie na odział, badania. Zastanawiam się czemu w szpitalach, w gabinecie są krzesła zwane przeze mnie Rakiety, a nie ma nawet parawaniku/krzesełka by odłożyć swoje reformy (Ujastek, Radygiera, Kopernika). Pan Miś (tak go nazwałam że względu na jego wzrost/figurę/wagę, odpowiadając mojemu Doktorkowi na pytanie kto mnie badał) delikatny nie jest, bliżej mu do drwala nić do ginekologa. Poszarpał poszarpał i stwierdził że szyjkę mam zerową. Co akurat mnie nie zdziwiło bo ona już była zerowa od ponad dwóch tygodni. 
Usg było śmieszne. Badało dwóch. Miś i Don Kichot (wysoki/chudy/smętny) posmyrali głowicą stwierdzili że wód płodowych mam 7,2 ... słucham ich słucham i mówię że to nie możliwe Panowie bo ja od 32 tygodnia mam niskie AFI. Brwi im zbiegły się jak u Tadżyckich kobiet do kupy i coś zaczęli na nowo wróżyć nad moim brzuchem.... kręcą kręcą nagle AFI 4,5 czyli poniżej normy. Nie zależało mi na ich opinii, badaniach, ważna była dla mnie obecność mojego Doktora. Godzina była 15. Rozmawiam ze swoim Doktorem, zdaje mu relacje co i jak. Po drodze zdążyłam zaliczyć szpitalny bar, w którym zjadłam 3 pierogi.  Miś mnie straszy... raz że dziś cc, następnym razem ze planowo... podłączają drugi raz KTG, jeszcze raz badanie. 
Cały czas jestem na telefonie ze swoim Doktorem. Rozmawiamy:
Coś Pani jadła 
Jadłam, mówili że nic dziś nie będzie, to zjadłam trochę
Jak długo temu 
14? 15?
Ok to CC kolo 20
Pije Pani
Tak, właśnie pije 
To jak przyjdzie anestezjolog proszę mu powiedzieć że pani już dawno nie pije, i nie pić. 
Doktorze, co Pan robi, biegnie? 
Tak, biegam, właśnie biegnę, wezmę prysznic i jadę do Pani, będę kolo 20. Zadzwonię żeby wszystko przygotowali. 

Dzwonie do męża który w tym czasie skoczył do domu, żeby na 19 był. 
Kolo 19 przenoszą mnie na porodówkę. 
Klimat wesoły, śmiejemy się z mężem, wygłupiamy się jak dwa głupki. Kiedy są skurcze mniej wesoło ale klimat kabaretowy. Podłączają kroplówki. Tadam... zagląda mój Doktor. Dzień Dobry, Dobry, jestem, ja też... to co zaczynamy? Jestem gotowa! 
20:20 biorą mnie na sale. Pakują znieczulenie. Wszystko mnie pytają się jak się czuje. Odpowiadam że jestem spokojna i że niczego się nie boje. Zaczynamy.  Mąż ze mną.
20:42 mój wspaniały Doktor pokazuje Syna. Pani Aniu Syn. Anestezjolog krzyczy 20:42. 


Pamiętam każdą sekundę dnia w którym przyszedłeś na świat. Każde słowo, zapach, smak. Od tego dnia zmieniło się cale moje życie. Jesteś przy mnie. Jesteś moim sercem, duszą, ciałem. 
24/05/2015 20:42 Wszystkiego najlepszego Synku! 

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

35+tc

Jak zawszę po wizycie polowe rzeczy nie pamiętam 
zresztą podobnie jak mój Doktor
niby ustaliliśmy że rodzimy razem, a on się pyta czy podjęłam już decyzje co do szpitala 
to mnie akurat trochę zmartwiło
dzisiejsze spotkanie nie była udana w mojej ocenie
o choć bardzo szanuje, lubię i cenie mojego lekarza to 
niesmak jak to mówią ... 

Dziecko moje siedzi głową do góry
swoim chudym tyłeczkiem moją szyjkę wypchał do zera
i choć termin który wybraliśmy padł na '26 maja'
to szansy żeby do niego dotrwać są długości mojej szyjki 
wód tyle samo

celowo nie pakowałam torby szpitalnej 
ale teraz to chyba naj czas żeby to uczynić 
muszę z półki przełożyć wszystko do torby

pytam się: 'czy będę wiedzieć że to już' 
odp: 'nie przegapi Pani' 

Czy jestem gotowa? 
źródło: z internetu

mały spacer na koniec dnia
przewietrzyć myśli 

sobota, 18 kwietnia 2015

34tc

U nas bez zmian, w moim przypadku to chyba dobrze
wód nie przybywa i co ważne nie ubywa
badamy się co tydzień
byłam u doktorka od mega patologii ciąży, na konsultacji 'wodzianej'
mogłam pójść do wróżbity Macieja wyniosłabym tyle samo informacji
właściwie zaskoczył mnie tylko ceną, chciałabym zarabiać tyle kasy w 5min  

im bliżej terminu tym więcej myśli
Synuś główką do góry, wód mało nie obróci się stąd mamy wskazanie do cesarskiego cięcia mówią że to królewski poród, ja mam mieszane uczucie
drżę na myśl o naturalnym, drżę na myśl o cesarce, ryczałam jak bóbr, budziłam się w nocy, łaziłam z kąta w kąt biłam się z
myślą, który szpital wybrać, jak to wszystko będzie, przecież mam rozcieńczoną krew, a może już nie przecież nóżkami w dół
myśl, że wpadam na cesarkę w umówionym terminie i ktoś z łapanki przyjmuje nasz poród, tnie mój brzuch wyciąga naszego Synusia, mnie wprost paraliżowała
zdecydowaliśmy się na poród z moim Doktorem, który ma podpisaną umowę ze szpitalem Radygiera
był przy poczęciu (nie wprost hehe), był że mną przez wszystkie miesiące, będzie przy rozwiązaniu
już rozmawialiśmy, jestem spokojna, jestem bardzo spokojna, jemu ufam
na kolejnej wizycie dostane skierowanie, pójdę do ordynatora w Radygiera ustalić termin 
termin w którym nasz Synek przyjdzie na świat 
jeszcze 6 tygodni
w tym czasie musi trochę nabrać wagi 
waży ~1800 gram

środa, 18 lutego 2015

24/25tc

Od czego by tu zacząć? ciągle tyle się dzieje... 
Niedziela. Tak dobrze mi się spało, pospałabym jeszcze ale po porannym alarmie w łazience, zebraliśmy się w 15min i GO do szpitala. Ostatnio pakuje się od razu tak jak bym miała już zostać - pidżamki, koszulki, kosmetyki, książka, ładowarka, tablet, leki, ręcznik. Ładujemy na Kopernika. Formalności papierkowe, ciśnienie, temperatura wreszcie lekarz wywiad i badania. Badanie zero emocji, odpowiadam na wszystkie pytania, robi usg różnej maści, bada dalej w końcu patrzy na mnie
 i mówi: "jeśli Pani się zgodzi, chciałbym żeby Pani została w szpitalu, mamy łożysko nisko schodzące" 
Źródło: z internetu
- WTF? no wiem, że mam łożysko wyjątkowo ułożone, w sumie od początku, ale cóż to znaczy? skąd plamienia?
- Proszę zaczekać ja muszę podzwonić po oddziałach, my nie mamy miejsc. 
- OK. 
- Wraca, za 5 min: "przetransportujemy Pani na Ujastek" 
- Jestem autem, przetransportujemy się sami. 
- Nie może Pani sama, są procedury. 
Tak oto trafiłam do karetki z lekarzem w pozycji lezącej. Pierwszy raz w życiu w karetce, wrażeń multum. Po pierwsze trafiłam na super Pani lekarz, młoda kobieta, odebrała moje papiery i przekazała dalej, trochę pogadałyśmy, nawet pośmiałyśmy się. Ratownicy - chłopy jak szafa, ale mają wielkie serca, to widać gołym okiem kochają swoją prace. Całą drogę żartowali, między wierszami co chwile pytali jak się czuje. Czułabym się bardziej komfortowo, jak by nie nasze dziurawe drogi. To są jakieś jaja, nie jechaliśmy szybko, nie jechaliśmy na sygnale, jechaliśmy przepisowo ale wytelepało mnie jak na dobrej karuzeli. Mąż w tym czasie dociera x2 razy szybciej na miejsce i czeka na mnie. 
Ujastek. Bada mnie dwóch lekarzy, wciąż myślę czemu dwóch i mam na to teorie - procedury, jeden co chwile się pyta drugiego czy widzi to samo co on, nie wiem albo niedouczony albo niedowidzący, trudno. Tak czy siak po przebadaniu, uzupełnieniu papierologii trafiam na oddział 'patologii ciąży". Rozpoznanie: zagrażający poród przedwczesny.

cnd ... 
ps. bez obaw, jestem już w domu, zmęczyłam się pisaniem na leżąco/siedząco.

środa, 4 lutego 2015

24tc

Ciąża - to wieczny strach, wątpliwości i zapytania: czy wszystko jest ok, czy te bóle są ok, czy te kłucia są ok, czy to że brzuch twardy to ok, czy to że oddycham to ok...?
Te kilka dni to jakiś koszmar, w niedziele na ASAP wizyta u lekarza. Jak dobrze, że można na niego liczyć, nawet w weekendy. On pracuje jak tesco 24/7, takie przynajmniej odnoszę wrażenie, ale nie o nim... 
Wizyta nie była miła:
pierwsza mrożąca wiadomość po usg "skróciła się odrobinę szyjka" co to znaczy odrobinę? no to znaczy że tydzień temu była dłuższa. druga opis na skierowaniu do szpitala "zagrożenie przedwczesnym porodem", zsunęłam się z krzesła. 
Na moje przeziębienie, które nie jest już małym smyraniem po mojej odporności .... tylko ostrą jazdą bez trzymanki, dostałam antybiotyk.
Wyszłam z zaleceniami: 
1) leżeć, leżeć, leżeć*24h
2) antybiotyk 2 tabletki na raz
3) magnez 2x3
4) zdzwonić się jutro

No to do domu - łzy w oczach, ja w łóżku, mąż w kuchni. Wieczorkiem łykam antybiotyk pól h przed kolacją i 'Ahoj przygodo', no rzesz zapomniałam że mam alergie na antybiotyk, ten co prawda z innej grupy ale efekt podobny, no może odrobinę łagodniejszy... zaczyna się - gorączka 37,7 mdłości, biegunka. Bez jaj miał mi pomóc, a nie zaszkodzić.... nie narzekam na brak rozrywki. 
Przeżyłam. Dzwonie rano do Doktora, odstawiamy antybiotyk, póki co w domu, ale jak by mi coś się działo, kuło, ciągnęło, cokolwiek  jechać do szpitala - 'ok,umowa stoi'. 
No i leże kwiczę, przyrosłam i zapuszczam korzenia w łóżku... z przeziębienia fakt po dwóch dniach czuje poprawę, mam odetkany nos i mniej "zielonych żabek" w gardle, może to antybiotyk zadziałał, nie jestem wyleczona ale czuje ulgę - 10dni męki.
Czy to koniec? NIE.
Wczoraj byliśmy na 'ostrym' i było ostro. Opiszę tylko badanie:
usg dopochwowo by sprawdzić szyjkę, usg brzucha.
Pani w rękawiczkach, usg dopochwowo spoko, usg na brzuch - ten badyl odleciał już mln brzuchów, jeździ po mnie. Koniec badania 'proszę nie wstawać' - odkłada usg, bierze resztki żelu z brzucha i pakuje się w tych samych rękawiczkach (którymi macała pół sprzętu i pokoju) do mojej pochwy, myślałam że oczy mi wypadną z orbit. No k, brakowało mi tylko infekcji ... 
Pytam się, miłą Panią lekarz: 'czy że dziecko siedzi tak nisko to ok?' odpowiada:  'no nie ok, ale wie Pani jacy są dzieci?' ...hmmm, no nie wiem.
Walizkę miałam spakowaną, ale w szpitalu nie zostałam, nie zostawili i dobrze. Wyszłam z zaleceniami: leżeć, dieta lekkostrawna, stała kontrola u lekarza prowadzącego. 
Zażywać: asmag 3*2, zwiększyli luteinę, nitrendypina 2*1. 

Uffff

sobota, 31 stycznia 2015

Domowe sposoby

codziennie myślę, dziś powinno być już tylko lepiej ale ni ... 
Źródło: z internetu
 Wypróbowałam wszystkie domowe sposoby które znam lub które radzili wypróbować.

Mleko:
z czosnkiem 
z miodem + masło
w mleku gotowana marchewka starta na tarce na dużych oczkach gotowana 20 min, odcedzić wypić

Płukanki:
woda utleniona, proporcje to łyżka wody utlenionej na szklankę wody, ja daje dwie
na szklankę wody łyżeczka soli
na szklankę wody łyżeczka  sody 
na szklankę wody łyżeczka soli i sody
na szklankę wody ocet

Herbaty:
malina+cytryna+mód

Do nosa:
woda morska
sól fizjologiczna
Afrin 

Witaminy:
Magnez+B6 (na pękające zrosty)

Inhalacje:
Rumianek+męta

Nebulizer: 
na soli fizjologicznej

Dla kobiet w ciąży: 
tabletki do ssania Prenalen
syrop Prenalen

To co biorę na stale: 
Acard
Kwas foliowy (dawka dla koni)
Wit. MamaDha

Wzięłam raz paracetamol na gorączkę, wydawała mi się już dosyć wysoka, choć była 37,4.

Stan na dziś: 
zatkany nos, kaszel 'na zielono', stan podgorączkowy. Poprawa? tak, nie boli mnie już tak mocno głowa. Czasem kicham i boje się by nie skróciła mi się szyjka macicy, nie wiem czy to możliwe czy nie, ale posrana jestem .... i chcę mi się już tylko płakać. 

wtorek, 27 stycznia 2015

Komplement

Przyszła kryska na matyska, przyjęłam od męża przeziębienie:( Zapisałam się do internisty, zupełnie nie potrzebnie, nie zaskoczyła mnie Pani lekarz swoimi zaleceniami, za wyjątkiem doraxnym paracetamolem.

No ale ja nie o tym: 
drepcze sobie do apteki, tuż przy mojej klatce, po witaminę C. Zapakowana na cebulkę, szalik dwu metrowy nakręcony i zaciśnięty na szyi cały włożony do kurtki i czapka niewidka, generalnie wystają tylko oczy. 
 Mniej więcej wyglądam tak:
Źródło: z internetu
 lub, tak:
Źródło: z internetu
 Idzie gość, ciemnawo już, ale przecież jak tu nie rozpoznać sąsiada, specyficzny chód i zawsze z papieroskiem. 
Krzyczę mu: "Cześć sąsiad" 
on zbliża się do mnie i mówi: "O cześć Ania, pokaż się czy jesteś już gruba" 
no se myślę skurcze syn, mam już przygotowaną ciętą ripostę w głowie, ale czekam jak skończy swój arcyciekawy monolog... podchodzi bliżej i mówi dalej:
"no już jesteś gruba, ale powiem ci że to jest ideał kobiecej figury" 
 ... nadał uważam że to za sprawą szalika...
Są ta­kie oczy, nie poz­na pan po nich, że płakały. Wys­tar­czy je ot­rzeć. A są ta­kie, że płacz długo w nich stoi, na­wet gdy daw­no płakały - pomyślałam sobie.

poniedziałek, 17 listopada 2014

Ahoj

Warto to wszystko przejść, wszystko co już miałam... warto.
Ostatnimi czasy u mnie sporo się działo, najbardziej w temacie zdrowotnym. Zastanawiałam się nawet, czy nikt nie uszył sobie 'lalki' na moją podobiznę i nie wbijał we mnie igiełek... ale przecież nie otaczam się takimi ludźmi. Ten czas nie był dla mnie łaskawy i kolorowy. Byłam badana 8 razy, na SORze wylądowałam dwa razy, w szpitalu leżałam raz, miałam krwiaka (wchłania się, odstawiliśmy zastrzyki), pękają mi zrosty po wyrostku (boli). Nie mogłam wstać z łóżka, nie mogłam jeść, wymiotowałam, odwodniłam się dwa razy, mdłości, przeziębiłam się. Nie wiem jakim cudem skoro z domu nie wychodziłam, okno otwierałam jak było ciepło chwilę i mnie przewiało. Jeśli chodzi o jedzenie to nadał jem jak 'francuski piesek', herbaty nie mogę pić żadnej, ani kolorowej ani czarnej, soki mi nie smakują (jedzie od nich chemią straszną), jem w sumie jedynie zupki, rano owsiankę, miedzy posiłkami croissanta z Lidla, jabłko, banana, wieczorem płatki lub kefir. Odrzuciło mnie od mięsa, ryb, wędlin...masakra. No i to przeziębienie, leków zadnych tylko domowe metody, a jak tu najeść się czosnku czy cytryny jak żołądek buntuje się? Jakoś wykaraskałam się. Nadał mam lekki katar i trochę pobolewa gardło, które płuczę solą/sodą, rumiankiem, robię inhalacje. Stwierdziłam że jeśli zostanę jeszcze choć przez chwilę w domu to będę 'jałowa', a jak już nie ma przeciwwskazań i mogę wrócić śmiało do pracy to idę, nawet z katarem. Byłam już w czwartek, piątek, dziś .... najbardziej żałuje decyzji powrotu do pracy jak dzwoni budzik 6:40, ale idę odpalam swojego lapotopika i działam, jak mały korpoludek, nadganiam zaległości i robi mi się miło, jak słyszę że 'nikt oprócz ciebie tego zrobić nie mógł'  - głupota. W pracy wie tylko szefostwo. Mówią, że wyglądam tak, że mogłabym spokojnie jeszcze pójść na zwolnienie, mili ludzie hehe.
W zasadzie do tej pory jakoś nie mówimy nikomu, w rodzinie ciotki, kuzynki itd nikt nie wie, nasza 'ekipa' przyjaciół też nie wie...powiemy im pod koniec miesiąca, na urodziny naszego przyjaciela, a w rodzinie może powiem w tym tygodniu.  

Co czuję? po pięciu latach starań czuję ogromny lęk ... 

Dbajcie, moje kochane dziewczyny, o Siebie i swe zdrowie! Ściskam Was!

niedziela, 26 października 2014

Jestem, czytam ale mało piszę

Walczę z dolegliwościami, nie łatwo żołądkowcom, wrzodowcom w ciąży....nie mogę brać żadnych leków, a czuję się fatalne... zaznaczam z góry, że nie narzekam ... czasem bardzo złe a czasem tylko trochę złe...myślałam że dam rady w pracy ale nie dałam... byłam dwa dni i dosłownie mnie wygonili, dostałam dwa polecenia służbowe, z racji że złe/blado itd wyglądam, ewakuować się do domu i jestem znowu wprawie tydzień na zwolnieniu... w domu też nic nie robię ... spacer to dla mnie wysiłek, ale staram się choć raz dziennie wyjść pokręcić się w koło osiedla... schudłam, a staram się jeść regularnie, nie mam apetytu wcale, nie chce mi się też pić... herbaty nawet opakowania oglądać nie mogę... kefir pije na siłę a muszę trzymać dietę ... jem trochę owoców... nie mam wciąż karty ciążowej... jak bym miała usg to bym każdego dnia sprawdzała czy wszystko ok.... nie mam gdzie wbijać już igły na brzuchu, każdego dnia coraz bardziej bolesne zastrzyki, siniaki mam jak bokser po walce ... ale to w porównaniu z żołądkowymi sprawami 'małe miki'... dodatkowo, podobno, żołądkowcy tak mają że zbiera mi się dużo śliny, nie wiem z czym to jest związane ale tak mam...wciąż trzymamy w tajemnicy informacje o ciąży, mówimy nielicznym ... dostaliśmy też pierwszy raz pytanie czy ciąża z in vitro. 
Podsumowując całość mojego ślinotoku postowego 
tu gdzie jestem - jestem spełniona!

Żródło: z internetu
P.S. Wszystkim  zazdrośnikom, złośliwcom, miłym inaczej ludziom ogłaszam -  wara od mojego życia, niepłodności, ciąży i blogu!

wtorek, 7 października 2014

....

Zasiedziałeś się mój synku w Bożej poczekalni,
Ale już ci wymodliłem bilet do tej magii,
Nie, nie lękaj się syneczku, tutaj też jest pięknie,
Więc nie wracaj tam zbyt prędko, bo mi serce pęknie.
                                                   Chcę tylko żebyś się uśmiechał,
                                                   Odsłaniał dzień, paluszków końce,
                                                   Bo wiem, że zawsze będzie jasno,
                                                   Dopóki będziesz moim słońcem.

 Seweryn Krajewski - Zaśnij duszko

Czekamy ...

poniedziałek, 6 października 2014

Andzia

Wspaniała wiadomość 
Ania moja Andzia jest w ciąży, udało się po latach i x stymulacjach!
Kochana trzymam za Ciebie kciuki! 
Dbaj o Siebie i swe zdrowie! 
Źródło: http://ciaza-i-porod.wieszjak.polki.pl/
Dziewczyny, warto walczyć! 
 Warto walczyć
 do końca!

niedziela, 24 sierpnia 2014

Kiedy

początkiem tygodnia poprosiłam męża napisać o - 'no a wy kiedy' wyszło tak:

"Wspomniałem w poprzednim poście o jakimś planie na życie, że chcemy mieć mieszkanie (w dużym mieście) dom pod miastem (dojazdy dobijają) albo po prostu jakieś swoje miejsce. Do tego praca, kasa no i może jak już się uspokoi to dzieci. No tak Ja myślałem, że dzieci to same się na świat pchają, więc trzeba się zabezpieczać by ich nie było za szybko. Ale życie to zweryfikowało i teraz gdy przybywa lat to chcemy dzieci. No ale jak sobie z tym radzić jeśli tych dzieci jakoś z różnego powodu nie ma, jeśli w towarzystwie przyjaciół są osoby które narzekają że jeszcze dobrze jedno dziecko nie podrosło, a Ja już jestem w drugim w ciąży. 
Zródło: z internetu
No i znowu pieluchy, karmienie piersią i nawet piwa się nie można napić. 
Ja takie kobiety nazywam WIATROPYLNE, po prostu bez zabezpieczeń po max 2 miesiącach są w ciąży. Jak sobie z tym radzić? Jeśli coraz więcej osób z bliskiego grona przyjaciół ma dzieci, jak sobie radzić z pytaniami osób mniej wtajemniczonych (np. w pracy) czy ma Pan/Pani dzieci? Na odpowiedź NIE mówię no to nie ma na co czekać, wie Pan trzeba się zdecydować, nie ma co tego odkładać. Hmmm,  Przecież nie będę opowiadał każdej napotkanej osobie od jakiego czasu próbujemy, od jakiego czasu się staramy, ile na to poświęcamy czasu, siły i zdrowia nie mówiąc o pieniądzach. Jak sobie z tym radzę Ja? Hmmm nie wiem czy sobie jakoś z tym radzę, na pewno uważam, że ślubowałem żonie MIŁOŚĆ, WIERNOŚĆ i UCZCIWOŚĆ MAŁŻEŃSKĄ ORAZ ŻE CIĘ NIE OPUSZCZĘ AŻ DO ŚMIERCI i dlatego z Nią chcę spędzić resztę życia, a nie było mowy o dzieciach i ten temat chciałem troszkę rozwinąć. Bo chyba mamy z żoną inne do tego podejście, a może po prostu tak mają kobiety, bo przecież znane jest Nam określenie instynkt macierzyński co to jest i czy mam go też Ja? Uwierzcie mi każdy mężczyzna myśli o tym jakim byłby tatą, oczywiście jak sobie przypomni co robił w dzieciństwie to zastanawia się czy chce mieć dzieci. Dodam tylko, że byłem taki zdolny, że udało mi się mieć gips na dwóch nogach w tym samym czasie, a więc 2 kostki skręcone lub nogi złamane. Rąk w gipsie na szczęście nie miałem, oczy podbite to miej więcej raz na kwartał. Czy byłem ciężkim dzieckiem? Czy miałem ADHD, nie
Zródło: z internetu
wtedy to się nazywało normalne dziecko, czasem nadpobudliwe. Kończąc ten wątek powiem tak Ja sobie nie raz wyobrażałem , śniłem jakim będę ojcem. Czy będę dobrym ojcem? Hmmm chyba nie Ja to będę mógł ocenić, ale na pewno będę się starał być jak najlepszym ojcem. Czy czekam na to? Czy się przygotowuje? Wydaje mi się, że nie ma recepty na dobrego ojca czy matkę, ale niestety uważam, że mama może mieć inną wizję wychowania dzieci. No ale przecież jesteśmy rodzicami wspólnie, a więc co na to poradzić, nie wiem, ale uważam, że będzie ciężko. A czego się obawiam najbardziej? Chyba przesłodzenia, bo jak nie przesłodzić jak się czeka na dziecko kilka lat i tu wydaje mi się, że kobiety i mężczyźni mają całkowicie inne myślenie. Czemu? Bo Ja ( może i inni mężczyźni też) nie przywiązuję wagi do większości rzeczy, które są ważne dla kobiety. Mnie interesują najważniejsze rzeczy, czy dziecko ma mokro czy nie, ale nie interesuje mnie jakie ma ubranko, wózek czy skarpetki. Ważne żeby było mu ciepło i dobrze. Chyba lekko zboczyłem z tematu.
Wracając do pointy jak sobie radzimy z tym, że inni mają dzieci, że ludzie pytają? Jest coś szczególnie w starszych osobach, które uważają, że wszyscy młodzi zabezpieczają się na maxa by nie mieć dzieci, bo właśnie najpierw dom , mieszkanie, praca i wakacje, a co z tymi co nie mogą mieć dzieci, albo im po prostu coś nie wychodzi? Tego się nie dopuszcza do głowy, dlaczego? Bo kiedyś tego tematu prawie nie było, a jeśli się pojawiał to był bardzo rzadki. 30-40 lat temu wszystko było zaplanowane i to przez Państwo, ludzie chodzili do szkoły, potem pojawiały się dzieci, potem była praca, a mieszkania się dostawało. No wiem zaraz odezwą się głosy, że jestem obrońcą komunizmu, nie, nie jestem, ale wydaje mi się, że było łatwiej. Mieliśmy tylko 2 programy TV, często nie było prądu, a więc co tu robić? A jak już się to dziecko pojawi to jest żłobek, jest przedszkole i nie trzeba się było martwić o miejsce dla swoich dzieci. Jak dzieciaki podrosły, to wypuszczało się je na podwórko i ciężko było dzieciaki zaciągnąć do domu nawet po zmroku. Czy wychowywaliśmy się sami? Mam wrażenie, że tak, czy było Nam łatwiej?  Czy miasta były inne, nie było przemocy, wypadków samochodowych czy innego rodzaju uzależnień, używek itp.?  Temat rzeka na kilka kartek, więc wrócę do wcześniej postawionego pytania jak sobie radzę z tym, że prawie wszyscy najbliżsi przyjaciele mają dzieci? Jak sobie radzę z tym, że każdy pyta o to czemu nie mam jeszcze dzieci, zaczynając od rodziców, a na Pani w sklepie kończąc. Czy jest szansa na utrzymanie przyjaźni z dawnych czasów jeśli w danym gronie jest się jedyną parą bez dzieci? Co o tym sądzicie? Ja sam nie wiem jak to będzie, ale już niestety czuję się troszkę odizolowany. Dlaczego? Bo mimo chodem na wyjazd wakacyjny wszyscy wybierają takie miejsca gdzie wszystko jest przystosowane do rodzin z dziećmi. Nikt nie pojedzie na wakacje pod namiot z malutkimi dziećmi, nikt nie wybierze się na wycieczkę objazdową, czy w góry z malutkimi dziećmi. Wszyscy to rozumiemy, ale efektem jest to, że albo musimy zmienić swoje przyzwyczajenia, albo nie jechać z przyjaciółmi na wakacje. Czy jest szansa na wyjście do kina, teatru czy na kręgle? No chyba nie i tu ścierają się dwie opinie, osoby które mają dzieci zazdroszczą tym co nie mają dzieci, wolnego czasu, możliwości wyjazdu kiedy się chce gdzie wiec chce, a osoby nie mające dzieci zazdroszczą tym drugim DZIECI. Ile to razy słyszałem, Korzystaj puki nie masz dzieci, jak Ja bym chciał/chciała tak mieć jak Ty, jak Wy. A Ja sobie myślę czemu tak jest, czemu Ja chcę czegoś innego? Reasumując życie tak już wygląda, że osoby którym pojawiają się dzieci muszą się zmienić, a to powoduje tak znaczące zmiany w zachowaniu, że osoby nie mające dzieci do tego nie pasują. Przykre ale prawdziwe.


Opowiem Wam jeszcze jedną sytuację, która mnie spotkała, kiedyś wieczorem pod sklepem, przed wejście zaczepił mnie pijak, standardowo nie daję im pieniędzy, ale ten prosił o coś do jedzenia, no to sobie myślę kupie mu coś i wychodząc dam mu coś do jedzenia. Tak też zrobiłem , zobaczyła mnie starsza Pani i zaczęła do mnie mówić. A że to taki dobry człowiek był, że miał rodzinę, ale pił i się stoczył. Mam szacunek dla starszych, więc nie wypadało mi się odwrócić, wsiąść do auta i odjechać, więc stoję i słucham. Chociaż zastanawiam się czemu ta miła (na razie) Pani do mnie mówi. No ale jak już wspomniałem mam szacunek dla starszych więc póki Pani mówi to stoję, nic się nie odzywam i powoli zbliżam się do drzwi auta. A Pani idzie za mną, opowiada o alkoholizmie, o tym że ludzie są tacy źli po alkoholu, potem opowiedziała mi o swojej rodzinie, a raczej o tym, że została już sama na tym świecie bo wszyscy zmarli. No nic nie mówię tylko się wycofuję i wtedy dostaję bardzo mnie dotyczące pytanie czy ma Pan dzieci? No więc zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że ich nie mam, ale myślę sobie, nie daj się wciągnąć w dyskusję bo przecież to starsza osoba. Ale Pani nie odpuszcza no i jak powiedziałem, że nie mam dzieci dostałem 5-6 minutowy wykład o tym, że powinienem już te dzieci mieć, że nie ma na co czekać, że czemu teraz młodzi ludzie myślą tylko o pieniądzach i pracy, a nie ma czasu na dzieci. No więc puls mam tak ok 90 uderzeń na minutę a ciśnienie już na poziomie 150 na 90. Myślę sobie chłopie masz szacunek dla starszych, więc nie palnij czegoś Pani bo będzie jej przykro, no to myślę ok, zadam jej kilka pytań, przecież od kilku lat staramy się o dziecko, to w tym temacie mam wszystko rozkminione. Więc pytam o co Pani chodzi, skąd Pani wie, że Ja nie chcę mieć dzieci, (dodam że to było chwilę po tym jak Nam się nie udało utrzymać ciąży) co Pani o tym wie? Czemu do obcej osoby o której Pani nic nie wie, mówi Pani takie rzeczy, Ja naprawdę miałem ciężkie przejścia w ostatnim czasie, więc dlaczego Pani mówi takie rzeczy do mnie. Pani się troszkę zreflektowała i poszła w kierunku pomocy, no bo może Ja jej potrzebuję, a więc Pani zaczęła coś mówić o, i tu moje zdziwienie, metodach pomocy w tym aby mieć dziecko, myślę sobie no poczekaj co będzie dalej. Po kilku zdaniach padło słowo naprotechnologia, a potem zaraz pojawiło się zdanie tylko niech Pan się nie da tym zabójcom od IN VITRO, Pani dodała jeszcze coś o kościele i nie dałem rady. Mój szacunek dla starszej osoby przegrał z moim charakterem i bardzo drażliwym dla mnie tematem dzieci. W kilku zdaniach bardzo grzecznie powiedziałem Pani co myślę o naprotechnologii, że popieram jeśli mamy zdrowych ludzi, a co w moim przypadku? Co jeśli samo planowanie zgodnie z religią nic nie da bo coś jest nie tak mechanicznie, co jeśli zdarzają się poronienia? Czy naprotechnologia pomoże w przypadku ciąży pozamacicznej, czy no i tu już nie pamiętam, ale Pani się trochę wycofała, bo zaskoczyłem Ją pytaniami, konkretami. Potem dodałem grzecznie, że musze iść do żony bo będzie się martwiła. Pani powiedziała, że i tak będzie się za mnie modlić w swoim kościele, podziękowałem i odjechałem. Czy to zbieg okoliczności, czy może Ja przyciągam jakichś dziwnych ludzi? Czy mam pecha, a może po prostu tak miało być, nie wiem. Wszystko zeszło się w czasie, to dla Nas był bardzo ciężki okres, a Ja akurat trafiłem na taką sytuację.



a to troszkę ode mnie z dzisiejszego dnia 'o dzieciach':
Zródło:gazetae.com


1) Byłam rano w kościele, w moim kościele dzieciństwa, oczywiście wszyscy się znają to nie duża parafia. Po mszy dopadla mnie jedna kobicina Wanda, nie widziala mnie no może ze 2,5 roku, i na dzień dobry pytanie "ile już masz lat, no bo już trzeba urodzić, ileż można, w twoim wieku już powinnaś mieć". Takie komentarze wywolują u mnie dwa stany: płacz lub agresje. Dziś, poprostu nic nie powiedziałam odwróciłam się i poszłam. 
2) życzenia od Cioci: "no dużo zdrowia i zdrowych dzieci", tak bez w sumie zadnej okazji. 
3)"przyjedż do nas jutro, zrobisz badanie na cytomegalowirus rozpiszemy Tobie leczenie, bez wyleczenia nic u Was nie wyjdzie" dodam że mam już to badanie robione i wynik wyszedł dodatni, co w prawie każda osob ma to 'g' dodatnie i tego się nie leczy no ale "każdy ma swoje karaluchy w głowie". Odmówiłam. 
4) Dostałam okresu.  
5) po mszy, ksiądż opowiadał o "nowym domie dla jednego chłopaczka" i przyznam się nieśmiało że 'chyba dorastam'. 

Milego tygodnia. 


ps. jutro idziemy z Mamą na usg a pojutrze do pulmonologa, czuję się ciut lepiej, dziękujęmy za kciuki i dobre słowa!


czwartek, 26 czerwca 2014

Oglądaliście?

 
Źródło: internet

Bajko kochana, napisałaś TU  zaś kiedyś dawno oglądałam w necie tą babeczkę i sobie przypomniałam o tym teraz.